Ławka przed uczelnią, prawie 25 stopni i kubek parującej
jeszcze kawy w zasięgu ręki. Tej kawy, na której wypicie jak zwykle zabrakło
czasu w porannym pośpiechu. I ta kolejna fałszywa nadzieja. Że niby po jej
wypiciu będzie się bardziej chciało, niż nie.
Ale tak naprawdę od tej kawy wszystko się zaczyna…
Zaczyna się poranek po kilku przespanych godzinach.
Zaczyna się powolne otwieranie powiek, które wyjątkowo ważą więcej niż zazwyczaj.
Zaczyna się powolne otwieranie powiek, które wyjątkowo ważą więcej niż zazwyczaj.
Zaczyna się przerwa w pracy.
Zaczyna się pisanie nowego tekstu.
Od wyjścia na kawę zaczyna się pierwsze niewinne spotkanie. Bo przecież taki pretekst zawsze przejdzie. A później ta kawa staje się wspólnym rytuałem.
Zaczyna się pisanie nowego tekstu.
Od wyjścia na kawę zaczyna się pierwsze niewinne spotkanie. Bo przecież taki pretekst zawsze przejdzie. A później ta kawa staje się wspólnym rytuałem.

